niedziela, 20 stycznia 2013

Z życia Lulu - niedzielne 'łazienkowanie'

Dzisiaj nie będzie roślinek. Fotek nowych nie mam, robić też nie ma kiedy. Jak nie mam słońca w mieszkaniu, to fotki wychodzą nieciekawie, nie wiem, czy na blog się nadają. Raczej nie. Sporo hoi rośnie, pomimo zimy, na przykład macrophylla variegata inaczej, czyli revers czy Pot of Gold, cały czas rośnie, tworzy listki nawet ładne, kształtne i ładnie wybarwione, elliptica też rośnie tworząc ładne, kształtne liście, cv. rebecca ta ma ciągle motorek w tyłku, dopiero co niedawno ją ujarzmiałam, a już kolejnego potrzebuje, niektóre finlaysonii ruszyły do przodu, też tworząc ładne, duże liście, latifolia ruszyła, ta wielka w kuchni stojąca, kerrii o zielonych pstrokatych liściach, wypuszcza co jakiś czas liścia, ale z ich kształtu nie jestem zadowolona, mogłaby tego nie robić, poczekać na lepsze 'czasy'. Co tam jeszcze rośnie, hm ... chwilowo nic nie przychodzi mi do głowy. O! Przypomniało mi się, disocactus amazonicus zawiązał sporo pąków, to pewnie za miesiąc będzie w pełnym rozkwicie, o ile można to tak nazwać.

*     *     *


Wczoraj śniegu napadało, że ho ho. Przyszła niedziela, męża na wypad do Łazienek namówiłam, dużo śniegu, puchowo i w ogóle, ruszymy tyłki, trochę fotek porobimy, Ty orzełka na śniegu, ja może bałwana, powygłupiamy się trochę, śniegiem nawalimy ...


Wypad, jak wypad, mało udany, bo zimno, ponuro, niby wiatru nie było, ale jakaś wilgoć w powietrzu się utrzymywała. Mąż złorzeczył, kto na taki pomysł wpadł?! Trzeba było siedzieć w domu, przy piwku, muzyczkę włączyć, a nie marznąć i udawać, że happy. Ja tam zadowolona, a jak obiad po takim spacerze smakował, mmm ...



Niestety, zabrakło babcinych wiejskich skarpet, ale pracuję nad tym, poprawię się następnym razem, jeśli nie swoje, to mężowskie pokażę ha ha ha, żartuję, boszzz ... takie pocerowane zgredowskie skarpety ha ha ha, chyba by mnie powiesił na suchej gałęzi. Ba, na którymś z dziesiątków pałąków parapetowych ...


Polityka pisze...

Yes! Widzę pierwsze zdjęcie nie zrobione ręką Lulu! I to jakie :)

Anonimowy pisze...

I gdzie te bałwany :)) Igrasz z ogniem dobra kobieto, goła głowa w taki mróz ? Jolka

Lulu Dori pisze...

Cóż, bałwany zostały w marzeniach, śnieg nijak lepić się nie chciał, orzełka mąż nie chciał robić, powiedział, że nie będzie robił cyrku. Ot, sztywniak ;)
Joluś, jaki mróz? Może z piątka była ;)

Vali Popescu pisze...

Nice to see you!

Anonimowy pisze...

....."Joluś, jaki mróz? Może z piątka była"...
Ano widzisz, na Mazurach było ponad 10, szczypało i to mnie zmyliło:) Jolka

Nilay pisze...

Lulu,wyglądasz na mega sympatyczną osobę,;)
zdrowy taki spacer, przynajmniej człowiek nie kisi się w domu w czterech ścianach, a zima też fajna, ale mogłaby już odpuścić
bo moje roślinki źle to znoszą, a szczególnie hoje.

Pozdrawiam Marcin

Lulu Dori pisze...

Marcin, dziękuję bardzo :D

Monika pisze...

Bo Dorotka jest mega sympatyczna!!!!!! pozdrawiam.

Lulu Dori pisze...

Bo sympatyczni trzymają z sympatycznymi :D
Teraz Ty musisz do mnie wpaść. Zarażę Cię ponownie hojami!

Prześlij komentarz