poniedziałek, 18 lipca 2011

Clivia - Kliwia o nazwie "Krysia"

Trudno powiedzieć, jak daleko sięga historia tej kliwii. Jedno jest pewne, trafiła w moje ręce cztery lata temu. Dostałam ją od pani Krysi z pracy, która odchodziła na emeryturę. Kliwia nie była w dobrym stanie. Miała mało liści, słabe korzenie, siedziała w jałowym podłożu, z dala od słońca. Pani Krysia twierdziła, że kiedyś ta roślina jej kwitła, ale to było bardzo dawno temu i to nie jest kliwia, bo miała inne kwiaty. Pani Krysia nie wiedziała, że kliwie mogą kwitnąć na różne kolory i mieć różne kształty kwiatów.
Przez dwa lata pielęgnowałam roślinę, jak umiałam najlepiej, przesadziłam ją w dobrą ziemię, zasilałam dobrym nawozem. Kliwia rosła w siłę, obrastała dużą ilością odrostów, żeby wreszcie pięknie zakwitnąć. Byłam zdumiona i szczęśliwa. Pierwszy raz widziałam takie kwiaty na żywo.

Czerwiec 2009 r.

W październiku 2009 r. kliwia wypuściła drugi pęd kwiatowy, po trzech miesiącach od pierwszego kwitnienia. Kwiaty nie były tak imponująco ładne jak przy pierwszym kwitnieniu.

Październik 2009 r.

W 2010 r. kliwia również zakwitła, ale tylko raz.

Lipiec 2010 r.

Po przekwitnięciu, gdy oddzieliłam od niej sporo dużych odrostów, zaczęła chorować. Jest stan pogorszył się do tego stopnia, że liście zrobiły się wiotkie, papierowe. Musiałam zajrzeć w korzenie. Okazało się, że spora część jest zgniła i pusta w środku. Usunęłam martwe korzenie, dołożyłam jej torfu - uwielbiam torf, gdybym tylko mogła, to hoje też bym w torf wsadziła :-).  Przez dłuższy czas nie podlewałam. W końcu udało się ją wzmocnić na tyle, że w tym roku wypuściła pęd kwiatowy. Kwiaty nie są tak duże i ładnie wybarwione, jak pierwsze kwitnienie.  Do tego pęd jest wiotki, nie jest w stanie utrzymać się sam w pionie.

Lipiec 2011 r.
Teraz wiem, że oddzielanie odrostów nie jest bez wpływu na roślinę mateczną. Mnie podobają się kliwie prowadzone jako jeden egzemplarz w jednej doniczce. I tak będę starała się ją prowadzić.
Oczywiście, stosowałam sposób Joli. Jak tylko zauważyłam, że wychodzi pęd, zaczęłam podlewać ciepłą wodą. Mimo wszystko, pęd nie urósł duży, jak przy poprzednich kwitnieniach. Metodę ciepłej wody traktuję jako normę przy każdym kwitnieniu kliwii.

Kliwia kwitnie u mnie już trzeci rok, regularnie o podobnej porze, w czasie wakacji. Szkoda, że Pani Krysia nie może jej zobaczyć.
Anonimowy pisze...

Faktycznie że szkoda,pewnie nie uwierzyłaby że to jej kliwia :)Z roku na rok leję coraz cieplejszą. W tym roku kwiat się rozwinął w liściach,podlałam gorącą z kranu i wypuścił na jakieś 20-30 cm.
Ładna historia staruszki.Majoki

Lulu pisze...

Jolu, ale jak bardzo gorącą? Ja podlewam dobrze ciepłą, podgrzaną. Boję się mocniejszej, żeby nie ugotować korzeni.

Lulu pisze...

Ale numer!!! Kliwia wypuszcza drugi pęd!!! :-)))

Prześlij komentarz