sobota, 26 stycznia 2013

Zimowo-wiosenne odkurzanie - część I

Dzisiaj był taki dzień. Dzisiaj była okazja, aby zakurzone, nędznie wyglądające rośliny na parapecie, lekko odkurzyć, przepłukać, przeczyścić i przy okazji obejrzeć, czy nic złego się nie dzieje, czy jakieś robaczki wpierdalaczki (ups) nie pożerają niepostrzeżenie roślin, żeby potem nie ochlapło wszystko bez życia, jak nędzny kawałek skórki od przysuszonej kiełbasy. A niby wcześniej  wyglądały na żywe liście. Robaków nie stwierdziłam, ani zdechłych ani żywych. Boszz, ale ględzę,
Okazja nadarzyła się w małym pokoju, syn wybył na imprezę, pokój wolny, zero spoglądania spode łba, zgrzytania zębów i złorzeczenia, że matka z zielskiem chadza w te i we wte. Tego chadzania nie byłoby zbyt dużo, gdyby nie jeszcze sesja fotograficzna (ależ szumne słowo).
Nie będę pokazywała wszystkiego na raz, bo post będzie ogromniasty i na ekranie się nie zmieści. Powiedzmy, że jedną na dzień starczy.

Od której by tu zacząć, hmm.... od tych, co rosną całą zimę, nie robiąc sobie przerwy, czy od tych, co stoją w miejscu nie przyprawiając mnie o ból głowy, gdzie się pomieszczą, jak rosnąć zaczną. Bo chyba zaczną? A jak nie, wywalę do kosza i w nosie!

Ok, to ruszamy z koksem. Na pierwszy rzut niech będzie hoya cv. Rebecca, ta rosnąca cały czas, całkiem niedawno pokazywana, ale co tam, moje podwórko, mogę robić co chcę.


Nowa drabinka, całkiem niedawno pokazywana, szybko okazało się, że jest tylko na chwilę.


Ciągle produkuje listeczki




 Tutaj widać bardzo wyraźnie, że rośnie, rośnie, rośnie


I kwitnie co rusz


Po krótkim przemyśleniu postanowiłam pokazać jeszcze jedną. Mój wybór padł na hoję nie rosnącą zimą, stojącą, czyli ... hoya callistophylla



Zdjęcie z profilu, żeby nie było, że ona tylko z przodu liściasta.



 
 

Jeden parapet, roślin raptem kilka, a urobiłam się jak osioł. Cała przyjemność z hodowania, pielęgnowania, doglądania i zachwycania się mija w momencie, gdy trzeba wszystko zdjąć, przetransportować do łazienki, wypłukać, przepłukać (nawet te w ziemi rosnące), a potem ustawić. I tutaj napotykam zawsze, ale to zawsze na duży problem. Nie chcą wejść z powrotem ha ha ha. Też tak macie?
Edyta pisze...

Też tak mamy haha
Lulu, ale dałaś po oczach. Piękne, zadbane rośliny !
Callistophylla widzę że rośnie w podłożu, a Rebecca ? hydro ? Wypasiona na maxa jest.

Edyta pisze...

Właśnie na Twoim pasku bocznym zauważyłam pewien blog hojowy. W lekkim szoku jestem ...

Lulu Dori pisze...

Edytko, calistophylla jest w ziemi, bo nie udało mi się jej przerzucić do hydroponiki. Próbowałam rok temu i poszła z powrotem do ziemi.
Rebecca to oczywiście 'wodna roślina', rośnie jak na drożdżach. Hydroponika to jej żywioł.
A jaki blog? Trefny jakiś?

Jacek pisze...

Wydaje mi się, że trefny bo ... za rzadko uzupełniany :)

Lulu Dori pisze...

Ja to czasam mam ciężki zapłon, bo nadal nie kumam, o co chodzi.

Jacek pisze...

Myślę, że najlepiej będzie jak na ten temat więcej napisze Ci Edyta.

Edyta pisze...

A tak ... Odkryłam przy okazji blog hojowy Jacka. Świetny jest. Od razu wklepałam go do ulubionych żeby mi nie umknął. Z przyjemnością pooglądałam piękne zdjęcia i wpadła mi w oko pewna czerwonolistna panna :-)
Ale zszokował mnie inny ... http://myhoye.blogspot.com/ Czyj to blog ?

Lulu Dori pisze...

E, to nie znałaś bloga Jacka? Szkoda, że mało w nim się dzieje (tu przytyk do Jacka), mógłby od czasu do czasu coś wrzucić, tak na zachętę :D
A ten drugi, to jest Agnieszki, ale nie znam osoby, może gdzieś występuje na forach. Kiedyś przez wyszukiwarkę się natknęłam.

Jacek pisze...

Jestem mocno ograniczony ... czasowo. Wiem, że ciężko to zrozumieć ale kiedyś Ci to wytłumaczę obrazowo.

Lulu Dori pisze...

Jacek wiesz dobrze, że ja sobie tylko tak gadam :D A na marginesie, to jestem nieźle w tyle, bo myślałam, że "Jacek", to ktoś inny niż "Polityka" ha ha ha.

Jacek / Polityka pisze...

Ręce mi kiedyś opadną :)) Teraz będę się podpisywał uniwersalnie aby nie wprowadzać więcej zamętu.

Prześlij komentarz