sobota, 2 kwietnia 2011

O pąkach - hoya fungii i hoya incurvula z Sulawesii

Wreszcie, coś się dzieje fajnego u moi roślin. Jak do tej pory kwitła u mnie tylko latifolia, w zeszłym roku, która zresztą już z pąkami do mnie przyszła prosto z Holandii i ich nie zrzuciła. A tu proszę! Wreszcie, moje, moje pąki! 
Hoja fungii, tra la la

U hoi incurvula z Sulavesii też coś się dzieje. Nie wiem, czy mogę je nazwać moimi pąkami. Hoja z pąkami do mnie przyszła, ale wszystkie zrzuciła. Teraz ma już nowe. To moje, czy nie moje w końcu? E, nieważne, cieszę się jak dziecko, wreszcie i ja poczuję zapach i realny widok kwiatów hoi, przez wszystkich opisywanych jako cud, miód i malina.


A tak wygląda w całości. Zaznaczam, że poszłam na łatwiznę i kupiłam już taką wypasioną.
Czasami nie chce mi się zaczynać od małych sadzonek.

Jak na razie rośnie bez problemu. Siedzi w ziemi, w jakiej przyszła. Wiem, wiem, wszyscy mówią, że trzeba od razu przesadzać do swojego podłoża. Ja nie jestem zawsze do tego skora, wpierw sprawdzam kondycję rośliny. Jeśli roślina wygląda w 100% zdrowa, to nie ruszam jej. Zostawiam w tym w czym jest. Z tą hoją jest podobnie. Jest już u mnie miesiąc i ma się nadal świetnie. Więc, po co ją zawczasu stresować? Wystarczy, że sama podróż była dla niej stresem. 

Z frontu epiphyllum: po tygodniu przebywania pod folią, o czym pisałam w zeszłą niedzielę, epiphylla mają się świetnie. Oczywiście pąków jeszcze nie mają. Przez cały tydzień do nich nie zaglądałam, nie odkrywałam folii, nie podlewałam roślin. Folia nie jest szczelna, od dołu dochodzi powietrze, więc nie ma obawy, że się "ugotują". Trzymajcie ze mną kciuki. Jak się uda, to .... będzie jak w Rio bal karnawałowy!

I coś takiego rośnie u hoi kerrii "reverse". Co to takiego? Dwa liście? Liść i pęd? Ale to wszystko jest na jednym poziomie. Hm ... dziwna sprawa.

Iva pisze...

fantastycznie się cieszysz:))) Było z czego:)

Prześlij komentarz