środa, 8 sierpnia 2012

Odkrycie roku 2012 - hoya parviflora

Nie wytrzymam, jeśli dzisiaj nie pochwalę się swoim tegorocznym odkryciem. Pisałam o niej całkiem niedawno,  w maju tego roku. Tak, tak, to jest dokładnie ta hoja. Żadna ściema. A, żeby jeszcze dobić niedobitych, to na stronie Hoya/spis jest jej jedno z pierwszych zdjęć u mnie. To też żadna ściema.

Wtedy nie przypuszczałam jeszcze, że to maleństwo ma tak dużą siłę rośnięcia, że niebawem będę musiała ją przesadzić z małej doniczusi, do całkiem sporego wkładu, jak na hoję o małych listkach, czyli rozmiar 11/9.
Jak wygląda dzisiaj? Rewelka! Kawał baby, do tego wytworzyła, sztuk jeden, pęd kwiatowy. Ale jeszcze uśpiony.
Niech schowają się wszelkie lacunosy do dziury. Niech żyje hoya parviflora!

 Hoya parviflora 'splash'





Hoja, którą można ciąć dosłownie na jednowęzłowe kawałki z jednym liściem nawet. Wszystko ukorzenia się migiem. Szczerze polecam. Ta hoja musi, ale to koniecznie musi znaleźć się w każdej kolekcji.

Edyta pisze...

Ładniutka. I pomyśleć że ją wydałam bo mi się nie podobała ... Muszę spróbować z nią jeszcze raz.

Lulu pisze...

Nie wiem, gdzie miałaś oczy :-)
Ona ładniejsza jest w rzeczywistości. Zdjęcia nie potrafią oddać jej uroku. I ma do tego twarde, sztywne listki. I z każdego węzełka potrafi wypuścić nie łodygę i na niej dwa listki, tylko taką kępkę. U niej właśnie się już coś takiego zaczyna tworzyć na tych gołych łodygach. Jak podrosną to pokażę.

Prześlij komentarz