wtorek, 10 stycznia 2012

Z życia Lulu - rozmowa z zielonym

W pracy mam swój parapet, do tego kilka parapetów zaadoptowanych. Nazywam je swoim ogrodem. Gdy rano mnie nie widać przy biurku, to znaczy, że jestem "w ogrodzie", albo "na ogrodzie".  Tak się potocznie u mnie mówi, bywa, że słyszę "Pani Doroto, jak Pani skończy w ogrodzie, to proszę zrobić ..." i tutaj litania zadań do wykonania, na już, często na wczoraj.
Mam o tyle dobrze, że nikomu to nie przeszkadza. Wręcz jest to atutem, bo nigdzie nie ma takiego ogrodu jak u NAS. Możemy się nim szczycić na całą ... . Szczególnie teraz, gdy prym wiodą cebule hippeastrum.

Pogawędka w oczekiwaniu na audiencję u szefa:
Naczelnik - a co to jest w rogu, bo mam takie same w domu?
- To kliwia.
Naczelnik - Jak?
- Kliwia.
Naczelnik - Nie słyszałem (znaczy się, nie to, że nie dosłyszał, co powiedziałam, tylko nazwa mu zupełnie obca), jak?
- Kliwia.
Naczelnik -Kiwia?
- Nie - Ka-eL-I-Wu-I-A.
Naczelnik - A! Kliwia?
- Tak.
Uf, udało się. Nazwa widać skomplikowana. Po sukcesie w jego przeliterowaniu, postanowiłam dodać:
- Miniata.
Naczelnik patrzy się. Nie wie, co powiedzieć, albo mu mowę odjęło, albo ma suchość w gardle.
- Kliwia Miniata - to pełna nazwa, ja na to. Inaczej kliwia pomarańczowa - dodaję. Widzę, że to za dużo dla niego.

Zachwyt Naczelnika wzbudził również rhipsalis, widoczny na zdjęciu obok.
A to co jest? Pyta - dotykając łodyg rhipsalisa. O jakie fajne - dodaje.
Odpowiadam  - to rhipsalis.
Naczelnik robi minę, po której nie widać zrozumienia.
Dodaję - to taki sukulent.
Tego było już za dużo dla niego. A co to sukulent?
Tego było już dla mnie za dużo.
- To taka roślina, co potrzebuje mało wody.
To było najprostsze wytłumaczenie,choć i tak wiem, że on nie wie, o czym do niego mówiłam.

Naczelnik rozgląda się po całym parapecie, jest rzadkim gościem u nas.
- O rany, ale Pani tego ma!
Ja - To moja pasja, w pracy nie mogę być bez ogrodu.
Naczelnik  - w domu też Pani ma?
- Tak, ale trochę więcej ;-)
Naczelnik - to mąż musi być zadowolony.
- O taaak, baaardzo!


Stażystka - Pani Doroto, a to i to to jest to samo, prawda?
- Które?
Stażystka wskazuje palcem na kliwię i hippeastrum.
- Nie, pani Karolino. To jest kliwia, a to jest hippeastrum.
Stażystka - a tak samo wygląda.
- Hmmm .. dziwna sprawa, jak może kliwia wyglądać tak samo, jak hippeastrum. Tłumaczę młodej damie, że kliwia, jak widać, nie ma  cebuli, a hippeastrum widać, że jest cebula, taka jak w warzywniaku, tylko, że nie do jedzenia. Dziewczę uśmiecha się. Widzę, że ona nie widzi. Hm ... i liście dla niej takie same. Hm ... dziwna sprawa.
Edyta pisze...

Haha ... Dziękuję za miły post na miły początek dnia. Samo życie, ja też się czasami zastanawiam skąd się tacy kosmici biorą, tyle że oni tak samo myślą o mnie ...
Fajnego dnia
E.

Cynthia pisze...

Świetny post! :)) Od razu poprawił się humor i od czytania i od tych kolorków na fotkach.
Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

;))Mnie również rozbawiłaś. Dobra odskocznia od codzienności. Niejeden pewnie by zazdrościł takich warunków / ogrodu / w pracy.
Jolka

Lulu pisze...

Mnie też takie sytuacje poprawiają humor, i to bardzo. I wiem, że nikt w pracy nie rozumie mojej pasji, dziwnie się patrzą, jak im opowiadam o roślinach. Widzę, że wpatrują się we mnie intensywnie i próbują jakby wniknąć w to, co mówię, ale to jest poza ich zasięgiem.
Ale mnie to zupełnie nie przeszkadza.

Prześlij komentarz