poniedziałek, 1 października 2012

Hoya cv. Rebecca - schyłek lata

Jedna z szybciej rosnących hoi. Dwa i pół miesiąca temu tak wyglądała
Wytrzymuje największą patelnię, jaką mam w domu, próbując zawładnąć swoimi "mackami" wielką kerrii variegatę. Wschodni parapet, miejsce w pierwszym rzędzie, plackiem przy szybie. Nie każda hoja to wytrzymuje. Na przykład meredithii, ta niby Ted Green musiała zmienić miejscówkę na mniej słoneczne. Liście jej płowiały, a to jest to, czego bardzo nie lubię. Jej miejsce zajęła hoya loyceandrewsiana, ta badylkowata pokazywana jakiś czas temu na blogu. Wydaje mi się, że powinna dać radę. Mam ją na oku. Ale odbiegam od tematu, a przecież bohaterką tego posta jest hoya cv. Rebecca.









Stojąc na parapecie, zasłonięta hoją kerrii variegatą nie było jej wcale widać. Bywało, że zapominałam dać jej wody i stała trochę za długo na sucho. Bywało, że dawałam za dużo, bo nie miałam dobrego dostępu do niej. Odkąd mam miarkę w "oku" dostaje wody tyle, ile trzeba. Dopiero po wyciągnięciu do zdjęcia, zobaczyłam jak naprawdę wygląda. Byłam w szoku! Takiego przyrostu w życiu bym się nie spodziewała.
Anonimowy pisze...

Faktycznie, przyrost imponujący!!!
Listki ślicznie się wybarwiają na czerwono...
Pozdrawiam
Ewa

Monika pisze...

Przepiekna jest!!!! i wybarwiła się pieknie.

Anonimowy pisze...

Jednym słowem, susza jest dobrodziejstwem, piękna. :) Jolka

Lulu Dori pisze...

Jolu, dokładnie. Choć to przeczy zasadom hydroponiki, ale przesuszanie wychodzi im tylko na dobre. Oczywiście, przesuszanie z wyczuciem. Nikogo nie namawam do suszenia ;-)

Lulu Dori pisze...

Monika, nio :-) Fajnie, że wpadłaś.

Lulu Dori pisze...

Listki dopiero teraz zaczynają się wybarwiać. Latem były całe zielone.

Prześlij komentarz