piątek, 10 czerwca 2011

Raz jeszcze - hoya tjadasmalangensis - i Maćkowy gokart

Rekordzistka w produkcji liści. Stawiam ją na drugim miejscu w tempie wzrostu po hoya kerrii variegata. Choć, jeśli się dobrze zastanowię, to nie wiem, czy nie wysuwa się na prowadzenie, biorąc pod uwagę ilość liści, a nie wysokość pędu. Na początku maja pisałam, że przybyło jej 3 liście. To były jej pierwsze liście, jakie wypuściła od października 2010 r., odkąd do mnie przybyła. Obecnie młodych liści ma około 15. Dlatego też nie szczędzę jej biohumusa i częstego podlewania. To hoja pijaczka. Idzie jak burza! Sami zobaczcie i porównajcie z poprzednim postem.
Hoja ta też nie za bardzo może stać u mnie na słońcu, bo liście jej płowieją. Stoi więc bokiem, żeby słońce nie operowało na liście zbyt długo. A jak przyszła do mnie to jeden liść miała lekko wybarwiony na czerwono. Stąd wydawało mi się, że ona lubi słońce. O co chodzi? Jakieś sugestie?  

Hoya tjadasmalangensis
Dostała nowy, dłuższy pałąk - wysokość 1,2 m. I tyle musi jej wystarczyć.
Liście są niesamowicie piękne, żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać tego, co widać na żywo!

Kim-Anh - remember?

*     *     *

Donoszę, że Maćkowy gokart nie został wybrany i nie będzie mógł zaprezentować swojej bryki w Warszawie. Co za  szkoda :-( Liczyłam, ba byłam przekonana, że jury da szansę młodemu, żeby mógł się promować. A tu, klapa. Wypasione bryki wygrały. Ech, życie! Jako nagrodę pocieszenia dostanie zestaw gadżetów, ale tak naprawdę nie o to walczyliśmy. Następnym razem na pewno się uda.

*     *     *
Hoya incrassata "Moonshadow" powraca do gry. A to dzięki Edycie. Wszystkie poprzednie ukatrupiłam, bądź nie udało mi się utrzymać ich przy życiu, bo już przyszły w stanie agonalnym (dwie z Tajlandii). Tak, jak w przypadku hoya meredithii Ted Green, tak tutaj już spasowałam, wymiękłam i zrezygnowałam. Bo ileż można? Teraz mam kolejną szansę. 
Na starcie wygląda tak

Ciekawe, jak będzie wyglądać za czas jakiś ;-)
Edytko, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję!

Iva pisze...

liście rzeczywiście imponujące, ale tej drugiej też piękne:)

kasia-d-r pisze...

Czy to jest ta ślicznotka,której sdjęcie znalazło się na eBayu?

kasia-d-r pisze...

Chodziło mi oczywiście o zdjęcie ;-))))

Lulu pisze...

Tak, dokładnie ta. Co by nie patrzeć, to jednak duży zaszczyt, że akurat moje zdjęcie znalazło się na ebayu :-)
A zdjęcie poniżej pokazuje, jak hoja wyglądała na starcie.

Cynthia pisze...

Hmmm...ostatnio zaczynam chorować na takie żyłkowane liście...ta hoja jest cudna! Ja dopiero raczkuję z hojami więc na temat wybarwienia nic mądrego nie powiem...zauważyłam tylko, że hojki, które przyszły do mnie pięknie bordowo wybarwione, u mnie płowieją :( Ne mam pojęcia co robię nie tak...może one wcale nie potrzebują aż tyle słonka?
Pozdrawiam :)

Lulu pisze...

Cynthia, ja też jeszcze raczkuję, roczne doświadczenie, to ciągle jeszcze mało. Witaj w klubie :-) Według mnie dobrze mówisz, niektóre hoje, żeby ładnie się przebarwić to nie powinny mieć za dużo słońca. U mnie na przykład hoya macrophylla variegata ma słońca około 3 godzin i tyle jej wystarcza, żeby liście lekko się wybarwiły. Mam dwie, jedna z dostępem słońca druga bez. Pokażę je kiedyś dla porównania.

hoya latifolia pisze...

A ja to jestem całkiem początkująca.Wiem tyle,że jakiś egzemplarz (jak to okropnie brzmi!) podoba mi się bardziej,a jakiś mniej.
Ta akurat mi się podoba.
Pasiate,piegate i przebarwione - są cudne.

Lulu pisze...

hoya latifolia - mam podobnie. Często oglądam sporo zdjęć dużych hoi i po tym decyduję, czy dana odmiana mi się podoba. Tak było w przypadku hoi clendestina. Jak zobaczyłam to zdjęcie: http://www.flickr.com/photos/epiforums/541932977/ - to wiedziałam, że chcę ją mieć :-)

Prześlij komentarz