środa, 6 marca 2013

Z życia Lulu - kwiaty we włosach

Kwiaty we włosach potargał wiatr ...



Jestem w pracy, godzina 2 po południu, do końca zostały 2 godziny.
Podchodzi do mnie Pani Ania i mówi: Pani Doroto, co Pani ma we włosach?
Ja na to: spinki. - Wiecie, takie żabki, około 20 sztuk, wpiętych we włosy.
Pani Ania: ale to nie spinka.
Ja: A co? 
Pani Ania: coś innego. Zaraz to Pani wyjmę.
Wyjmuje i podaje mi. Patrzę, a to ... kwiat disocactus amazonicus.
Ja: O!  Disocactus, rośnie w domu, ha ha ha.
Pani Ania:  he he he
Ja: ha ha ha

Zaplątał się we włosach z porannego przeglądu parapetowego.Wyszłam z domu z kwiatkiem we włosach, pojechałam do pracy autobusem, przesiedziałam w pracy 6 godzin i nikt pary nie puścił, że kwiaty we włosach potargał wiatr, po co mi wracać do tamtych lat, zgubionych dni nie znajdziesz już ....


*   *   *
Niebawem fotka pewnej kwitnącej hoi ;)

Edyta pisze...

Szalona kobieta :-)

Anonimowy pisze...

Ale że wiatr nie zdmuchnął ?:) Jolka

Lulu Dori pisze...

Jolu, też się dziwię. Tym bardziej, że jeżdżę z przesiadką. Na trasie w-z przesiadam się i lecę po schodach na górę do następnego autobusu.

Anonimowy pisze...

A już myślałam że autkiem "posuwasz". :)Za rok powinno być już metro.Jolka

Lulu Dori pisze...

Jolu, autkiem "posuwam" kiedy mam sposobność. Autko ma dwóch kierowców. To sama wiesz, orzeł czy reszka. I ten jedzie :)

Prześlij komentarz