sobota, 16 marca 2013

Z hojowego frontu - sobotnie odwiedziny

Oj, ostatnio nie chce mi się robić fotek. To raz. A dwa, mam wrażenie, że już wszystkie pokazywałam i pokazywanie ich ponownie to nuda i zapychanie bloga na siłę. A te, które chętnie bym pokazała, przed sesją zdjęciową potrzebują albo kąpieli, albo nowego pałąka, bo do tej pory korzystały z koleżeństwa sąsiedniej hoi i mają wspólny pałąk. A jak już je ruszę, to wiem, że ponownie nie zmieszczą się w to samo miejsce, bo jak dojdzie kolejny metrowy pałąk, to te zwisające nie będą mogły wisieć. I tak niedobrze i tak niedobrze.
Piękna fusco-marginata - cud, malina. Musicie wierzyć na słowo. Jedna z piękniejszych hoi. Następna macrophylla variegata revers, czy Pot of Gold, jak zwał, tak zwał, wiadomo, że chodzi o biały środek. Obie są szalenie piękne. Uwielbiają wschodnie słońce, tuż przy samej szybie.

A tymczasem, chyba tylko po to, aby zapchać bloga, a raczej nie pisać posta bez fotek, bo byłby nudny, tegoroczne już liście u hoi parasitica variegata. Rośnie wolno i za to ma u mnie dużego plusa!


Hoya clandestina 'splash'. No jakoś tak cienko z plamami jej wychodzi. Cóż, może podciągnięta pod splash, bo miała dwa liście takie? Teraz jest moda na wszystko, co ma w nazwie 'splash'. Takie czasy.
Czy 'splash' czy nie, rybka, cudna jest.


Kolejną próbę podjęła hoya caudata. Bodajże trzecią, a może już czwartą w tym roku. Jak na razie zakończyły się fiaskiem. Może tym razem? Bo ileż można pluć na lewo i prawo.




 *     *     *
A teraz z innej beczki. Będzie o krótkiej wizycie Pana Ludomira w moim mieszkaniu. Przyjechał po roślinki, zakupione na jednym z portali aukcyjnych. Starszy Pan, myślę sobie, dla żony. Nie. Dla córki. Nie. Dla siebie. Bo jest od września miłośnikiem hoi. Zaskoczenie miłe. Pan Ludomir szalenie sympatyczny. Fajnie spotkać w tak zwanym realu pasjonata tych roślin. Ale co najważniejsze, swoją osobą zmotywował do dalszego działania na blogu. Bo blog czyta regularnie, nie tylko mój, ale i Edyty. I bardzo mu się podobają. Fajne uczucie usłyszeć od kogoś pochwały za to co się robi. Nie przeczytać, ale usłyszeć na własne uszy.

W takich momentach, myśliwy i jego psy gończe, jak wściekła sfora buszując po moim blogu, węsząc, w poszukiwaniu karmy,hm ... ich po prostu nie ma. Pstryk!

A co ja na to? 
A mnie to lotto.
Maszeruj, albo giń.
Alleluja i do przodu.

Zgaduj zgadula, o kim była mowa?

*      *     *
I tym miłym akcentem zakończę posta, pozostając z nadzieją na kolejne nowości w kolekcji, które niebawem przybędą. Och, już nie mogę się doczekać. Ile ich będzie? 5? 10? Rany, nie liczyłam. Miejsce czym prędzej trzeba szykować, nowe kubeczki, woreczki i te wszystkie cuda. Wszak z daleka przybędą!

AgaB pisze...

I pewnie to ten miły pan mnie przelicytował!

Hoye przecudne ,szczególnie variegata. Pozdrawiam

Edyta pisze...

Znam Pana Ludomira wirtualnie - masz rację, przemiły człowiek. Mogliście fotkę pamiątkową cyknąć :-)
Na wspólne nowości również czekam tuptając nóżkami, jak ja to lubię :-)
A myśliwy i jego psy gończe ? - chyba nie zgadnę o kim mowa hmmmmmmmmm ale pamiętaj że psy gończe muszą słuchać swojego Pana i przynosić na polowaniu 'łup' w postaci świeżego mięcha, w przeciwnym wypadku myśliwy może się wkurwić i odstrzelić takiego pieseczka, lub wypad z cieplutkiego domu myśliwego zrobić (takie przypadki bywały już, niestety ) więc tropić i węszyć muszą. Ja tam wiem, że bywa i tak, że jak się pies gończy wścieknie, to i myśliwemu dupę wygryzie, bo choć 'pies najlepszym przyjacielem człowieka' to przecież tylko zwierzę, a zwierzęciu do końca ufać nie można - jak inny myśliwy lepszą kiełbaską pomacha, to pobiegnie z merdającym ogonem.

U Ciebie też tak świeci słońce ?
Miłego dnia !
E.

Edyta pisze...

Zapomniałam dodać ...

"Maszeruj, albo giń" to od dziś moje motto przewodnie haha

Lulu Dori pisze...

Edyta, co za słownictwo! Mowę mi odjęło. Nie wiem, co powiedzieć.
Pięknie to zobrazowałaś. Nic dodać, nic ująć.

Słońca u mnie dziś dostatek. Wczoraj też, hoje się cieszą, a ja z nimi. Zaczynają się pięknie wybarwiać, te, co mają do tego tendencje.

To motto też jest moim przewodnikiem, od dość dawna.

Lulu Dori pisze...

AgaB - dziękuję i również pozdrawiam :-)

Edyta pisze...

Lulu, chamów nie da się opisać 'normalnym' językiem, bo nie zrozumieją gdy będą czytać. A będą. Gwoli wyjaśnienia, takie słownictwo zarezerwowane mam tylko na specjalne okazje ;-)

Anonimowy pisze...

Parasitica i clandestina ogromne i urodziwe. Caudata to moje oczko,:))) padam na widok Twojej i trzymam kciuki. Jest szansa i to ogromna, wiosna i słonko, to się będzie działo. Czekam cierpliwie na pokaz fusco marginaty, jeśli będzie się Pani w dalszym ciągu ociągać, to jednak znajdę chwilkę a może dwie.:)
A propos psów, uważam że to są bardzo wierne zwierzęta, nawet gdy głodem przymierają będą
wierne do śmierci swojemu panu. Moja rada, to rzucić im ochłap z cyjankiem w środku, wiem niezbyt humanitarnie, ale inaczej się ich nie pozbędziesz.Chyba że Ci LOTTO :)))) Jolka

Lulu Dori pisze...

Cóż, tradycyjnie po zrobieniu zdjęcia, caudata zrzuciła pąki. Coś w tym musi być.
Jolu, nawet jak znajdziesz, to bez wyciągania jej "na powierzchnię" niewiele da się zobaczyć. Co oczywiście nie zmienia faktu, że zapraszam :)

Mnie to LOTTO :)) Niech żyją!

Prześlij komentarz