piątek, 21 października 2011

Z życia Lulu - historia pana Zenona

Odbiory osobiste przebiegają różnie. Czasami płynnie, czasami kulawo, a czasami komicznie.
Po raz pierwszy dykteryjka o komicznym odbiorze kaktusa.

Pan Zenon dzielnie walczył o kaktusa. Wywalczył. Zadzwonił z informacją, że zadzwoni na drugi dzień, żeby umówić się na odbiór kaktusa. Mija dzień, drugi, trzeci, tydzień minął, a pan Zenon jak nie dzwoni, to nie dzwoni.
Myślę sobie rozmyślił się, bach po zwrot prowizji. Nagle pan Zenon odezwał się, lekko oburzony, tłumaczący się, starszy pan, po głosie wnioskuję, pewnie wyga kaktusowy. Ustaliłam z panem Zenonem, że:
- odezwę się niebawem, jak tylko będę mogła, proszę nie dzwonić do mnie, tylko cierpliwie czekać.

To panu Zenonowi nie wystarczyło, bo na drugi dzień późnym wieczorem dzwoni zniecierpliwiony. Tłumaczę, że odezwę się, jak tylko bank dokona przelewu. Pan Zenon uspokojony. Mija kolejny dzień, znowu dzwoni pan Zenon późnym wieczorem, żeby nie powiedzieć o porze już nieprzyzwoitej. Trochę zaczęłam czuć się prześladowana telefonicznie, bo termin odbioru kaktusa nie z mojej winy był odwlekany. Pan Zenon nie speszony tym, że nie odebrałam połączenia (kąpałam się w łazience), dzwoni drugi raz, dzwoni trzeci raz, godzina prawie że dobiegająca północy. Ja nie mieszkam sama i nie prowadzę życia nocnego. Zdenerwowana już na maksa wyciszam telefon, wysyłając uprzednio esemesa o terminie i miejscu odbioru.

Dzień odbioru:
godz. 11.35 - dzwoni telefon, patrzę na wyświetlacz: Pan Zenon - odrzucam rozmowę, bo akurat w tym momencie nie mogę go odebrać, jestem w pracy,
- pięć minut później oddzwaniam i słyszę przez telefon: proszę powiedzieć temu panu od telefonu, że mam telefon i że jest do odbioru tu i tu,
 - ja: ??? w myślach kołaczą mi się słowa: co jest grane, że co? To jakiś skecz?! Jakiemu panu? Od jakiego telefonu?!
- głos z telefonu: znalazłem telefon tu i tu, zadzwoniłem na pierwszy numer, jaki był w ostatnich połączeniach.
Myślę sobie - nieźle się zaczyna. Traf chciał, że pan Zenon zgubił telefon nieopodal mojego miejsca pracy, a głos szybko zareagował, żeby go jak najszybciej oddać właścicielowi. Umawiam się z głosem, że jeśli się zgodzi, to ja odbiorę od niego telefon, bo z panem Zenonem jestem właśnie zaraz umówiona i mu go oddam. Głos wyraził zgodę. W myślach kołacze mi, jak ja poznam pana Zenona? Zazwyczaj wystarczyło zadzwonić na komórkę i już było wiadomo. O, to ten człowiek. Ale tak?! No nic, jakoś może uda się osiągnąć sukces. Odbieram od głosu telefon, pan niczego sobie ;-) szkoda, że to nie moją komórkę znalazł, miałabym okazję się odwdzięczyć, choćby kawą w nieopodal usytuowanym teatrze. Proponuję mu, że jeśli chce, może podejść ze mną do apteki i oddać telefon właścicielowi, tylko: wie pan, ja nie wiem, jak wygląda pan Zenon. Głos - patrzy na mnie jakoś dziwnie. Dodaję: umówiłam się z panem Zenonem, bo mam dać mu kaktusa. Głos - mam wrażenie, że bierze mnie za wariatkę i chcę się jak najszybciej oddalić. Pewnie nie wie, co to kaktus!

Idę na umówione spotkanie, przy aptece, cały czas myśląc: a jak pan Zenon zorientował się już, że nie ma komórki, co było dużym prawdopodobieństwem, - i zamiast na mnie czekać, to lata po mieście i jej szuka? - Przecież nie będę zaczepiała wszystkich napotkanych po drodze starszych panów z zapytaniem: czy pan Zenon?
Docieram na miejsce, a pana Zenona nie ma, znaczy się żadnego starszego pana, żeby nie powiedzieć w podeszłym wieku, tak mi po głosie wyglądał.
No nic, wchodzę do apteki - myślę sobie, że pan Zenon może być właśnie tam. W środku jest trzech panów w średnim wieku, żaden nie wygląda na takiego, co przyszedł po nic.
Wychodzę z apteki, a za mną wychodzi jeden z panów i dziwnie krąży wokół apteki. Krążę i ja. Myślę sobie, to pewnie ten. Bingo! Udało się.
Pan Zenon nie był zaskoczony informacją, że weszłam w posiadanie jego komórki, pomimo tego, że zorientował się, że ją zgubił. Szczególnej radości na jego twarzy z tak szybko odzyskanej komórki też nie zobaczyłam.
Mało tego:
Pan Zenon myślał, że pracuję w aptece i co robił w środku?! Ano powiedział pani w okienku, że umówił się ze mną po odbiór kaktusa, zapewne prosząc jeszcze o wywołanie mnie z zaplecza.
No takiej jazdy to ja dawno nie miałam!
Edyta pisze...

Haha nieźle, fajna historia na poczatek dnia ... Pozdrawiam Pana Zenona !

Cynthia pisze...

:)) :)) :))
Dorotka, zapewniłaś mi duuużą porcję dobrego humoru na cały dzień :)
Historia jak z komedii pomyłek.

Lulu pisze...

I ja pozdrawiam pana Zenona :) Zapomniałam dodać, że pan Zenon okazał się panem dużej postury, czyli: kawał chłopa!

Anonimowy pisze...

Ale się uśmiałam. :))

Prześlij komentarz