środa, 17 lipca 2013

Hojowa odnowa biologiczna - część 1

Urlop służy nie tylko na leżeniu plackiem na trawie i smażeniu skóry, ale również jest dobrą okazją, żeby poddać odnowie biologicznej rośliny, co też oczywiście uczyniłam, żeby mieć wewnętrzne poczucie spełnienia obowiązku. Nawet na urlopie.
Duży pokój niestety nie został uwieczniony na czarnej kliszy, a to z tego powodu, że normalnie mi się nie chciało. Natomiast kuchnia pozostawiła po sobie trochę śladu w postaci zdjęć i krótkiego filmu, na który zapraszam. Mały pokój również pozostawił spory ślad, ale o nim będzie gdzieś za jakiś czas, bo powtórzę się, normalnie mi się nie chce. Ha, gdybyście kilka godzin dziennie robili, to co ja, to też padalibyście na pysk i nawet końcem małego palca u nogi ruszyć nie chcieli.
Kuchnia, a raczej okno kuchenne zajęło mi bagatela 6 godzin. Mycie okna, to pikuś, jak napisała na swoim blogu Edyta. Ale poddać odnowie biologicznej hoje, to już zupełnie inna bajka, a raczej koszmar z ulicy Wiązów.
Co mam na myśli, pisząc odnowa biologiczna? Ano to:


Wszystkie hoje, po kolei, lądowały w wannie na leżąco, z maksymalnym wypłukiwaniem granulatu, tudzież odcinaniem martwych korzeni, uzupełnianiem nowym granulatem, mocowaniem ponownie pałąków, bo wszystko się kiwało na lewo i prawo. I następna do kąpieli.
Zapytacie, czy to hojom nie zaszkodziło? Nic, a nic, a najlepszym tego dowodem jest kwitnąca obecnie hoja obovata, która poddana została takiej kąpieli kilka dni temu, gdy była jeszcze w pąkach. Zresztą nie tylko ona, wszystkie hoje, obojętnie czy są w pąkach czy nie. Odpadną? Trudno. Będą następne. Rozwiną się? Byłoby miło, choć lekko staje się to nudne, szczególnie, gdy ciągle trzeba po nich sprzątać.




Jak napisałam w poprzednim poście, wszystkie mieszczą się na 90 cm parapecie. Parapet mierzy więcej, ale część jest wolna dla kotów, co dobrze widać na zdjęciach.




Czas na film. Siedzicie wygodnie? No to ruszamy :-)


kwiatwoku pisze...

Jak patrzę na to wszystko to pluję sobie w brodę, na co mi to było !!! Szok, a mogły tak w ziemi, pomalutku.

Lulu Dori pisze...

Jolu, one na jesieni będą miały dwa lata. Nie wiem, czy to tak szybko. Uprawa w ziemi u mnie kończyła się po okołu pół roku. Stąd nie mam porównania. Oczywiście, są wyjątki, które jeszcze żyją w ziemi, ale to niedobitki ;)

Monika pisze...

Jestem po weekendzie z oknami, więc znam ten ból.
Ale przy okazji można się nimi nacieszyć, pooglądać i poprawić, co trzeba. Podziwiam, jak to wszystko się mieści. U mnie koty nie mają rozpusty. :)

Edyta pisze...

Ale żeś dała czadu - piękne okazy. Lecę oglądać filmik :-)

kwiatwoku pisze...

Ja również mam wyjątki, te największe i najstarsze.
Jedyna różnica to ich prowadzenie, są w zwisie. Ale tu pierwszym zdjęciem mnie dobiłaś, czemu tak drastycznie do nich podeszłaś ? Od pół roku mam w hydro i już kilka pałąków po 1.20cm jest. Reszta dogania.

Lulu Dori pisze...

Monika, u mnie koty no muszą mieć kawałek świata, to jest często jedyna ich rozrywka w czasie nieobecności domowników - oglądanie co się dzieje na świecie.
Edytko - dziękuję :) Ten jest taki sobie, lepszy będzie drugi z małego pokoju, ale to za jakiś czas :D
Jolu - to tylko tak drastycznie wygląda. Cieszę się, że to zrobiłam, bo dopiero teraz zrobiłam im porządne płukanie. Za rok będziesz wiedziała czemu.

Prześlij komentarz